Laski

Autor: Piotr Makowski, Gatunek: Proza, Dodano: 16 września 2012, 13:27:37, Tagi:  laski justyna ewelina Dorota kaśka agnieszka kamila

Wszyscy autorzy: pisanie to najtańszy i najprostszy sposób rozprawiania się z laskami. Mówię w cudzym imieniu, używam cudzych słów, przywłaszczam je sobie, staram się prężyć słowa, by wyglądały na bardziej mocarne. Kupuję jej kawę i mówię, że zaraz ubrudzę sobie usta. Nie chcę dnia, w którym będę wiedział, na co mam ochotę. Uśmiecha się, tak łatwo dając mi do zrozumienia, że nie wie, o co mi chodzi. Uśmiecha się, później wkładam ciastko do filiżanki, ciastko staje się mokre, rozpływa się w jej ustach. Zamiast drugiej kawy ona chce mojito, ja zostaję przy piwie, jestem zbyt lekki, muszę wlać w siebie kilka litrów płynu, żeby ona była dla mnie bardziej. Widzę ją drugi raz, dostrzegam pierwsze pęknięcia, staram się słuchać tego, co mówi. Nie jestem zachwycony. Na skali jesteś w środku, maleńka. Przesuwasz się z miejsca w miejsce, ale to wciąż centrum, nic ponadto. Nasze nogi zaczynają się ze sobą spotykać. Jak będziemy na parkiecie ocierać się o siebie, tylko ona i ja, tylko my, będziemy potrafili dostrzec, że to ja staram się zmienić wyraz jej twarzy.

 

*

Wywraca się na podłogę, uderza o coś, jest cała we krwi. Mnie przy tym raczej nie ma, chyba jestem już w domu, śpię w brudnych dżinsach. Po nią przyjeżdża karetka, zabierają ją do szpitala, zakładają szwy, mówią, że ma szczęście. Następnego dnia koleżanka pyta ją, jak to się stało. Ona nie wie. Czy byłem tam? Dlaczego nie kazałem jej wracać taksówką do domu? Dlaczego nie zabrałem do siebie? To wszystko pytania koleżanki. Druga koleżanka krócej: Boże, co Andrzej jej zrobił.

 

Dzwonią do mnie. Martwię się. Wyrażam nadzieję, że już zaraz wszystko będzie w porządku. Plus, jak bardzo mi przykro. Poważnie, mówię, żałuję, że mnie przy tym nie było, zaopiekowałbym się tobą, ale. Ujebałem się jak świnia, nic nie pamiętam, po dżinsach wnoszę, że były wywrotki, klucze mam w kieszeni, telefon mam w kieszeni, zegarek i sygnet mam na nadgarstku i na palcu, dwie ręce ozdobione. Żadnej krwi na ubraniach, żadnych śladów walki. To nie mogłem być ja. Tak myślę, wybacz, mam nadzieję, że wrócisz do siebie.

 

*

Chce w internecie zostać moją znajomą. Najpierw decyduję, że ok. Później zmieniam zdanie, kasuję ją. Później zapraszam. Przez cały czas zastanawiam się nad konsekwencjami. Ścieżki konsekwencji rysuję na kartce. Wszyscy mogą dowiedzieć się o wszystkim. Sieć kontaktów, sieć informacji to sieć znajomych, wiedza się nawarstwia, a na samym końcu jestem ja, jej zdanie o mnie. Zostawi mnie i będę pił, nie zostawi mnie, dalej będę pił. Same złe albo same dobre wyjścia. Biorę telefon i wybieram trzy pierwsze cyfry numeru Eweliny, telefon podpowiada resztę; pokazuje dane osobowe Eweliny, jej zdjęcie, brakuje numeru dowodu i peselu, nie jestem nawet w stanie odgadnąć pierwszych dwóch cyfr peselu. Może mieć dwadzieścia, może mieć trzydzieści. Sporo wie, to wiem na pewno. Sporo umie, jej ruchy to pokazują, obserwuję jej ruchy od jakiegoś czasu. Mówię jej, że chciałbym się z nią spotkać, Agnieszce stało się coś złego, wylądowała w szpitalu, chcę pogadać, chcę coś wypić, może coś przyjąć, na pewno chcę zatańczyć. Umawiamy się na późny wieczór, jest 15., jeszcze tyle czasu, przerzucam gazeta.pl na onet.pl i odwrotnie. Mija godzina, mijają dwie godziny, aktualizuję informacje o sobie, ale ukrywam nadal ostatni rok. Kiedy dzwoni telefon, obracam go ekranem do dołu, dzwoni dalej, ale już go nie słyszę. Nic nie może mi teraz przeszkadzać, matko, informacje to największe bogactwo, mogą obalić wszystko, nawet mnie, jeśli choć na chwilę przestanę się pilnować, ona zobaczy trójkę zachodzącą na dwójkę i przebarwienia na języku.

 

Wstaję od kompa, jem serek wiejski na stojąco, chodzę po mieszkaniu, łyżeczkę wkładam do ust w rytm kroku, lewa noga łyżka w pojemniku, prawa noga łyżka w ustach. Łyżeczka pokonuje drogę pojemniczek-usta i usta-pojemniczek, kiedy jedną nogę odrywam od podłogi. Mijają kolejne minuty, kroki odmierzają czas, posiłek traci czas, nawet zegar tak. Patrzę na zegarek, orientuję się, zaczynam rozumieć, że muszę jeszcze jeść, myć się, pić, może będę się masturbował.

 

Znowu dzwoni telefon. Odbieram i słyszę Ewelinę. Ewelina mówi, żebym przyszedł wcześniej. Miałem cały dzień, żeby się przygotować, mówi. Odkładam słuchawkę zaraz po tym, jak mówię „ok” i zaczynam się spieszyć. Zęby, twarz, włosy, dopiero teraz wchodzę pod prysznic, suchymi rękoma nakładam żel i golę podbrzusze, jądra, okolice penisa. Golarką Philips pozbywam się włosów pod pachami na barkach i klatce. Skracam włosy  na brzuchu. Oblewam się wodą, nakładam żel Right Guard na myjkę, masuję ciało, spłukuję pianę wodą, żelem intymnym AA myję penisa, aż dostaję wzwodu. Chwilę się nad tym zastanawiam, ale jednak nie, nie mam ochoty, więc spłukuję wodą pianę albo pianą wodę, już nie wiem, co robię. Szybko prasuję zestaw na ten wieczór, zakładam zegarek, zakładam sygnet, pachy traktuję Adidasem, szyję traktuję Joopem!. Twarzy nie golę, zostawiam zarost z wczoraj, chcę im pokazać, że wczoraj zrobiło na mnie wrażenie.

 

Muszę już wychodzić, ale jeszcze na chwilę siadam do kompa, otwieram Worda i piszę wszystko to, co chciałbym powiedzieć Dorocie. Nie moja wina, że chciałbym ją tylko okłamać. Wymieniam jakieś fikcyjne imiona, inne biorę z pamięci, historie się trochę plączą, ale trafiam w sedno. Myślę o seksie z Dorotą. Przypominam sobie, jak zajebisty mieliśmy kiedyś seks. Na początku i na koniec nie, dobrze było w środku. Za każdym razem sukces, za każdym razem starałem się na maksa, ją to bardzo cieszyło. Dawaliśmy radę, dwa ciała, które na siebie nachodzą. Czasami nie wiedziałem, czy to ja ją, czy ona mnie. Wkładałem w nią palce, wyginałem dłoń, pokazywałem w środku, żeby tu przyszła, i ona na mnie nachodziła jeszcze bardziej, aż pół ręki miałem w jej śluzie. Dopiero potem ją lizałem. Jak już była taka mokra, że pierwszy kontakt mojej twarzy z jej brązowymi, nabiegłymi krwią wargami, gwarantował mi umorusaną twarz. Mówię jej, że cały jestem umorusany jej cipką, a ona każe mi spieprzać i lizać, chociaż po tym wkładaniu palców prawie nic nie czuje i czeka na penis, ale wie, że lubię lizać mokrą cipkę i pozwala mi na to. Nigdy się później nie całujemy, trudno, wchodzę w nią i rucham, najpierw mocno, potem mamy przerwę na romantyczne jebanie w rytm jak z Cat Power, a potem znowu mocno, ona mówi „pierdol mnie” i to właśnie robię, do samego końca, mojego lub jej. Ale to raczej ona kończy, potem ja chwilę też jeszcze rucham, potem kończę, wychodzę z niej i podaję ręcznik, zaczynam się nią opiekować, mówię cicho i powoli. Głodnieję. Wstaję z kanapy, zamykam laptop i nakładam buty, wychodzę z domu.

 

Chciałbym do niej zadzwonić i przypomnieć jej ten seks, przypomnieć, jak po takim seksie obiecywaliśmy sobie, że spotykać będziemy się już po rozstaniu tylko po to, żeby sobie ulżyć, tak do siebie pasowaliśmy. Nie dzwonię, nie wyciągam szluga, bo już nie palę, odmawiam sobie przyjemności, tak od jakiegoś czasu już. Nie batonik i nie drink. Nie mógłbym jej tego powiedzieć teraz, mógłbym jej to powiedzieć kilka lat temu, jak jeszcze seks nie przerodził się w gry i zabawy, oglądanie filmików, szukanie inspiracji, bielizna, żele, prezerwatywy prążkowane, te sprawy. Wyciągam smartfona, chcę napisać sms, ale nie, pierdolę to, wybieram numer Justyny i Justynie mówię, że wychodzę właśnie z domu, jest szansa, że się gdzieś później spotkamy i pytam, co u Łukasza. Ona, że Łukasz znowu wyjechał, więc dzisiaj z nim nie popiję i kończy: cześć. Justyna wchodzi więc dziś w grę, wsiadam do windy, naciskam 0.

 

Między klatką a przystankiem oddzwania Justyna, mówi mi o Agnieszce, że wywróciła się tak niefortunnie, że przecięła sobie żyły albo tętnice w nodze, sama nie wie i: wykrwawiłaby się, ale to była już siódma rano, ktoś szybko wezwał karetkę. Mnie z tym nie łącz, mówię i śmieję się: ja mam ubrania czyste, krwi brak. Justyna każe mi się zamknąć, a następnie każe mi słuchać. Za dużo ode mnie wymagasz, przerywam jej w którymś momencie, nie mogę się opiekować laską, którą poznałem wczoraj, mam takich, które poznałem przedwczoraj więcej i to one już bardziej zasługują na opiekę. Justyna nie jest już wcale pewna, czy chce dzisiaj ze mną tańczyć, ja się znowu śmieję, ona tam, po drugiej stronie, uśmiecha się, jestem tego pewien, że chce.

 

*

Kamila mówi, że chciałaby pojeździć po mieście. Jutro wyjeżdża, to byłoby takie pożegnanie. Z miastem. Tak to nazywa. Jestem umówiony już, mówię. Ona, że szybko to załatwimy, prosi. Ok, ty będziesz prowadzić i mówić, ja będę pić – proponuję, ona przez to chwilę marudzi, ale po kwadransie podjeżdża pod mój blok i wsiadam do samochodu. Pachną ładnie; i ona, i samochód. Rozsiadam się w fotelu, zapinam pasy, wygasa dźwięk pip pip pip. Reguluję oparcie, otwieram zielonego okocima. Pierwszy łyk i dopiero teraz się z nią witam, pytam, co słychać, że to zabawne, mówię. Opowiada mi o tym, że wyprowadza się ze swoim facetem do lasu, miasteczko jakieś 5 tys. mieszkańców. Jak daleko będziesz mieć do rzeki, pytam. Nad samą rzeką. Która wpada do jeziora. Świetnie, mówię. Będą wędkować i jeździć rowerami. Pływać kajakami i robić zakupy na cały tydzień w oddalonym o 15 km mieście. Zgłodniałem, oświadczam, zajeżdżamy do mcdrive’a, pada deszcz, jest początek jesieni. Dobieram się do niej, oblewam ją okocimem, pachnie piwem. Łapię ją za nogę, przeszkadza mi dźwignia zmiany biegów, głos przez ten cały mc zestaw nadawczo-odbiorczy przyjmuje zamówienie. Na chwilę uspokajam się, podjeżdżamy dalej, tam jest płatność, 3 minuty musimy czekać, podjeżdżamy więc dalej, ona zatrzymuje audi w specjalnie do takich sytuacji przygotowanym miejscu i dobieram się do niej znowu, łapię ją całą dłonią za seks. Jest wilgotna, czuję tę wilgoć przez materiał majtek i przez materiał legginsów. Dostaję się palcem do środka, chwilę manewruję, głos puka w szybę torbą z jedzeniem. Wyciągam z niej rękę, Kamila otwiera okno, bierze torbę. Wkładam palec do ust, mówię jej, że waginę wzmocniła chyba glutaminianem sodu. Nie bawi jej to, jemy długo i w ciszy. Potem rusza, otwieram kolejnego okocima, wylewam część na spodnie i fotel. Ona mówi, że jak będzie plama, to Darek ją zajebie, więc mam wytrzeć to, co wylałem. Odstawia mnie pod dom, ale łapię jeszcze nocny i jadę do Rynku.

 

*

Ewelina czeka na mnie pod Modlitwami i wkurwia się, gdzie ty byłeś, pyta. Coś jej odpowiadam, pierwsze kłamstwo, jakie przychodzi mi do głowy. Wchodzimy, pytam? Nie, czekamy jeszcze na Kaśkę. Którą Kaśkę, pytam. Tę grubą, mówi. Tracę zainteresowanie. Ewelina pali papierosa i chce mnie poczęstować, ale moja aplikacja w smartfonie mówi mi, że nie palę już 364 dni. Nie spaliłem przez ten czas 1823 papierosów, zakładając, że paliłem wcześniej tylko 5 dziennie. Zaoszczędziłem też 273,45 euro. Pytam, gdzie jest to euro. Ewelina śmieje się ze mnie, mówi, że wyborne. Też tak uważam. Zejdę na dół, wezmę coś do picia, co tak będę stał. Wracam z piwem. Jest już Kaśka, wybierają stolik na zewnątrz, chociaż wcześniej padało i wcale nie jest ciepło. Siadam z piwem i od razu zaczynam opowiadać Kaśce, jak tęsknię za Dorotą. Wiem, że powtórzy to wszystko Justynie, Justyna się wzruszy, pogłaszcze. One gadają, palą szlugi, piję kolejne piwo.

 

Przychodzi jeszcze Justyna, jakieś laski, których nie znam. Przyglądam się im, bez szału, choć wystrojone w chuj. Najbliższej lasce opowiadam o swoim pięcioletnim związku. Że nawet, jak było ok, to kręciłem się wokół, że nie byłem fair przez cały czas. Ona, że to rozumie, ale to nie tylko moja wina. Właśnie, właśnie. Ona, że skoro szukałem poza domem, to nie miałem w domu. Mądra dziewczyna, zerkam na jej cycki, jej cycki uśmiechają się do mnie. Staram się jej wytłumaczyć jeszcze, że trochę żałuję tej energii, którą traciłem na kręcenie się, mogłem przecież bardziej dbać o dom, wakacje planować z nią, a nie swoje i jej. Mówię to wszystko, ona dostrzega, że nie tylko cycki mnie interesują, ale potrafię też inaczej. Nie mówię tak, nie mówię nie. Głównie się uśmiecham. Kelnerka przynosi kolejne piwo, biorę długi łyk. Proponuje taniec, schodzimy na dół. Zaczynam się o nią ocierać. Jestem coraz bliżej, ustami muskam szyję, dekolt. Wpycham udo między jej nogi. Ociera się o moje dżinsy, swoim seksem wodzi po całej długości mojego uda. Trzymam ją mocno lewą ręką w talii, prawą łapię ją za kark. Muzyka zwalnia, ale i tak jej nie słyszę. Rytm nadaje mi jej oddech, coraz głośniejszy. Wwierca się w moje uszy. Stawiam stopę na palcach, by wzmocnić nacisk na jej krocze. Muzyka się kończy, ona opada na mnie, przytula się. Jest spocona, lepimy się do siebie. Chodź na szoty, mówi. Staję przy barze, zamawiam 4 wódki, jeden grejpfrutowy sok. Wypijamy od razu wszystko. Teraz ona bierze tequilę. Sypie sobie sól na dłoń i podaje mi solniczkę. Kręcę głową, po prostu wypijam. Wracamy na parkiet, ale jakieś pół minuty zajmuje nam znalezienie się w toalecie. Ona wchodzi pierwsza, ja od razu za nią, że niby będę pilnować dziewczyny, jak sika, żeby nikt jej nie przeszkadzał. Od razu schodzi w dół i rozpina mi spodnie. Bierze go do ust i zaczyna ssać, robi to nieźle, patrzę w lustro na swoje odbicie. Zmienia się.

 

Kończę w jej ustach, ona wszystko połyka, wstaje i zaczyna mnie całować po całej twarzy. Czuję zapach swojej spermy, jak ląduje mi na oczach, ustach, nosie. Czuję na języku swoją spermę. Następna runda za pół godziny, mówi, teraz ja wygrywam, mówi. Wychodzimy, dopinam jeszcze rozporek, podchodzę do baru, biorę piwo, ona gdzieś znika.

 

Wracam na górę, dyszę, że niby tak się natańczyliśmy. Ona długo nie wraca. Chcę o nią kogoś zapytać, ale łatwiej byłoby, gdybym znał imię. Moją uwagę odwraca kot, który kilkadziesiąt metrów za ramieniem Justyny wspina się na drzewo. Piję moje piwo, Justyna stara się powiedzieć coś zabawnego o Łukaszu, żebym przypomniał sobie, że go nie ma. Nie mam ochoty dzisiaj jej znosić. Później powiem to zdanie Kaśce. Ta się znowu do mnie o coś przypierdoli, będę miał jej dość. Dokładnie to wyartykułuję. Na razie jednak zbieram podpisy pod zmianą miejsca, ale nikomu się nie pali. Nie wiem, jak ląduję z Justyną na parkiecie. W jednej ręce mam butelkę piwa, drugą trzymam ją za biodro, dzisiaj nic się między nami nie wydarzy. Podchodzi Kowal. Pytam go, czy wie, jak się pije na hejnał. Nie? To pokaż. I biorę jego butelkę, staję w rozkroku i przechylam mocno, wypijam wszystko za jednym razem. I jak, Justynka, robi wrażenie, pytam? Idzie sobie. Dobrze, idź sobie, mówię jeszcze. Chyba słyszy.

 

Znowu na górze, na stoliku taca jakichś szotów. Biorę kieliszek w trzy palce, wypijam, biorę drugi, wypijam. Wraca moja bokserka, chce kolejną rundę, schodzimy prosto do toalety, zabieram się za robotę, ale za dużo już chyba wypiłem, nic z tego nie będzie. Nawet się nie denerwuje, wracamy na górę, Justyna coś ode mnie chce, jestem już zrobiony, mówię, że wracam do domu. Idę.

 

*

Martyna pisze do mnie sms, że wszystko między nami było kłamstwem i nie chce mnie znać. Co jej odjebało, myślę, nie widziałem jej ze trzy lata. Zlewam tę wiadomość, od razu ją kasuję. Przewracam się na drugi bok, zerkam na zegarek, jeszcze dwie godziny, aż będę musiał wstać. Chce mi się sikać. Najpierw sikam, potem piję wodę z kranu, wracam do łóżka. Zanim z powrotem zasnę, łykam aspirynę. Wyłączam później budzik, rozrabiam w wodzie dwa orsality, wypijam jednym haustem, włączam czajnik. Mam jeszcze godzinę do wyjścia do pracy, golę się, biorę prysznic, wracam do pokoju i z fotela zrzucam wszystkie ubrania. Weekend pomieszany ze środkiem tygodnia. Świeżo ściągnięte pranie z brudnymi rzeczami. Jedna koszula i całe spodnie są jeszcze twarde od krwi. Idę zalać jeszcze kawę, zanim zadzwonię do Agnieszki i powiem: Cześć, to ja.

Komentarze (4)

  • Kiedy zaczęłam czytać, pomyślałam - dramat zastępczy z braku tego prawdziwego, ale szybko się przekonałam , że to nieprawda. To tekst przytłaczajacy, tragiczny naprawdę, doskonały literacko i straszny.

  • Straszny?
    Radosny - przypomniał mi młodość.

  • Taaak? No to w Twoim wypadku Jarku, tekst złowieszczy. Nie zapominaj jednak, ze to literatuta i ma nie tyle drugie dno, co drugą warstwę. To sprawia, że jest sztuką.

  • z radością informuję, że "LASKI" ukazały się właśnie w papierze, w najświeższym numerze "Twórczości" (listopad 2012). Zapraszam do lektury raz jeszcze.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się